Historia wojen morskich to nie tylko pożółkłe kartki i nie tylko chronologiczny opis bitew, ale przede wszystkim skarbnica wiedzy morskiej. Drogo musieli Amerykanie w ostatniej wojnie okupić swą niechęć do studiowania historii. Pearl Harbor był bowiem pierwszą i najtragiczniejszą konsekwencją tej nieuzasadnionej niechęci Amerykanów do „grzebania się w rupieciach i rekwizytach przeszłości".

Rokrocznie, z nastaniem pierwszych dni wiosny, w basenie portu Marynarki Wojennej rozpoczyna się ożywiony ruch. Szare okręty przyczajone przy nabrzeżach, jak gdyby budzą się z zimowego letargu i napełniają się szumem i gwarem rozlicznych głosów. Jesteśmy w przededniu wiosennej kampanii. Lato, które dla wielu ludzi lądu jest okresem urlopów, dla ludzi morza, a dla Marynarki Wojennej w szczególności, jest okresem najtrudniejszych ćwiczeń i najbardziej wytężonej pracy. To wszystko, czego nauczono się w okresie zimy w salach wykładowych, zostanie pogłębione właśnie teraz, podczas praktycznych zajęć na pokładzie okrętu. Kurs wykreślony ołówkiem na mapie w czasie wykładu o nawigacji, zmieni się teraz w ściśle określony kierunek, w którym popłynie okręt, kierowany przez oficera nawigacyjnego, obliczenia teoretyczne nabiorą realnych kształtów, a schematy urządzeń i sprzętu przemienią się w prawdziwy sprzęt i w prawdziwe urządzenia.

Morze Śródziemne było nie tylko kolebką kultury i cywilizacji europejskiej, ale w równej mierze ośrodkiem ożywionego handlu morskiego, zwłaszcza w okresie Fenicji i Kartaginy. Tu też zrodziła się i udoskonaliła sztuka żeglowania. Nawigacja morska znana już była Egipcjanom, Grekom i Rzymianom, jednak właśnie Fenicjanie i Kartagińczycy, a w największym stopniu Arabowie, wzbogacili ją szeregiem wynalazków i odkryć. Niewielkie żaglowe statki, trzymające się w początkach kurczowo brzegów, coraz śmielej wychodziły na otwarte morze, aby wreszcie przekroczyć słupy Herkulesa, uważane przez długie wieki za kraniec świata. Wyjście statków żaglowych poza cieśninę Gibraltaru na Ocean Atlantycki stanowiło punkt zwrotny nie tylko w rozwoju sztuki nawigacji, ale także w dziejach ludzkości. Od tego momentu, a był to wiek VII przed Chr., datuje się szybki rozwój żeglugi morskiej, a odkrycia geograficzne następują jedne po drugich.

Wartykule niniejszym nie znajdziecie, drodzy Czytelnicy, ani sensacji, ani czegoś, co by Was z miejsca potrafiło zainteresować. Jest to bowiem artykuł techniczny, napisany sucho i być może nieciekawie. Opowie on Wam o broni podwodnej – prosto i bez zbytniego balastu literackiego. A jednak doczytajcie go do końca. Warto bowiem wiedzieć, co to jest broń podwodna i jakim celom służy. Zresztą znajdziecie tu i takie rzeczy, o których z pewnością nie wiedzieliście przedtem...

Mówiąc o najbardziej zamierzchłych czasach w historii nawigacji, umówmy się z góry, że nie będziemy się sprzeczać o to, czy Noe na swojej arce prowadził nawigację. Widocznie spełnił tak doniosłą rolę w dziejach ludzkości, że potomni zapomnieli przekazać nam wiadomości, jakich przyrządów używał do prowadzenia swojej nawigacji. Nie będziemy także kruszyć kopii o to, gdzie mamy się doszukiwać kolebki sztuki żeglarskiej, bo dziś nam jest właściwie wszystko jedno, czy było to w Azji, czy w Afryce. Z jednym się zgodzimy, że żegluga jest młodsza od ludzkości. Historia zamierzchłych dziejów nie jest tak bardzo dokładna i jasna, aby wymieniać daty i nazwiska ojców nawigacji. Pewne jest jednak, że nie była ona bardzo podobna do dzisiejszej, jak życie i obyczaje dzisiejsze różnią się od dawnych.

Wpoprzedniej naszej wędrówce po odległych czasach, obserwując rozwój nautyki, doszliśmy do okresu kiedy, jak powiedzieliśmy, osiągnięto podstawy nowożytnej nawigacji.

Rozwój nawigacji, jak inne dziedziny poczynań ludzkich, wykazuje stały postęp. Zdobyte i zastosowane na morzu wynalazki, które w pierwotnej swej formie, były dość prymitywne, z biegiem czasu ulepszano. Marynarze są wymagający. Ambicją ich było, aby doprowadzić nawigację do możliwie największej dokładności. Aby to osiągnąć, ulepszono przyrządy nawigacyjne.

Zacznijmy od rady nader praktycznej: nigdy nie kupujcie zapałek w czwartym kwartale! Polski przemysł zapałczany produkuje je wtedy z drewna głównie świerkowego, a więc żywicznego, zaś brak rytmiczności w dostawach surowca każe sięgnąć po drewno często zleżałe, nawilgocone, po tzw. resztówki.

Więcej artykułów…